Nigdy bym nie podejrzewał ze na "stare" lata zachce mi się przeprowadzek, rewolucji zyciowych. Wychowany  byłem na zasadach ze tu "jest moje miejsce, mój własny kąt". Wziąłem ślub w 1990r .Przez pierwsze lata cierpliwie znosiłem niedostatki bo wiadomo.Komuna padła , trzeba trochę poczekać. Na obserwacje tego co się dzieje na górze brakowało czasu bo pomocy próżno wyglądać , żona na wychowawczym a jeść trzeba. Trochę się potułałem po pewnych firmach gdzie szefostwo stać było na wszystko prócz wypłat dla pracowników. Nadeszły czasy drugiej połowy lat 90tych gdy zacząłem pracować na 2 etaty.Jeden oficjalny drugi niekoniecznie. Żona pracowała równiez ale nadal było skromnie. Więc w 1999 podjąłem wiekopomną decyzje ze trza wziąć sprawy we własne ręce.Przez 3 lata nadal pracowałem  przygotowując grunt pod samowystarczalność.Wtedy pracowałem juz na 3 etaty. Niedziela na regenerację a potem cały tydzień orki. Jako ze mam dziwne skłonności do perfekcjonizmu zachciało mi się profesjonalizmu.Zeby nikt nie powiedział ze biuro w teczce a warsztat w bagazniku.Wszystko na legalu, pracownicy, księgowa.Księgowa na etacie, komórki,  narzędzia,transport własny. No i nadszedł okres lat 2009-2010.Coś podpowiedziało mi zebym sobie zrobił audyt.Zrobiłem i wyszło ze właściwie to ja jestem biedak.

Płacąc wszystko i wszystkim na czas pozbawiałem siebie i swoją rodzinę jakiegokolwiek luksusu bycia biznesmenem.Oliwy do ognia dolewał fakt ze z racji prowadzonej działalności musiałem być dyspozycyjny przez 24h przez 365 dni w roku.Nawet na urlopach miałem zawsze aktywny telefon bo nóz widelec.Laptop z kontem inernetowym.

I wtedy coś pękło.Na dziś dzień to pęknięcie doprowadziło do tego ze zostało mi pare dni do wyjazdu na stałe za granicę.Zona z młodszym synem juz pół roku jest za granicą.Ja z konieczności muszę jeszcze trochę się pomęczyć choć myślami jestem juz w Anglii. Marzy mi się po prostu zyc jak człowiek.Wyjść z pracy, walnąć drzwiami i do jutra.

Polska nie dba o swoich obywateli w zaden sposób.Zadnej troski, zadnego zabezpieczenia.Jesteśmy dojnymi krowami, niewolnikami we własnym kraju. Czy praca za granicą to tylko zmywak ? Niekoniecznie a nawet jeśli to dbałość innych państw o obywateli najmniej zarabiających jest autentyczna a nie deklarowana w kampanii wyborczej.

Pusty śmiech mnie ogarnia jak słucham o reformie emerytalnej w Polsce.1200 zł po 45 latach pracy ?Jak to miło widzieć ze politycy dzielą z nami tą biedę. Dziwnym trafem jakoś inne kraje UE nie kazą czekać swoim obywatelom do 67 roku zycia.To jest wybór a nie przymus.Inflacja w Polsce rośnie gdy trzeba podnieść diety poselskie.Gdy trzeba podnieś zasiłki rodzinne czy emerytury to wtedy inflacji prawie ze nie ma.

 

Opuszczam swój kraj rodzinny z zalem ze tu groby moich bliskich i rodzina została.I to jedyny zal. A poza tym to modlę się zebym wracał tu tylko na specjalne okazje.Nie czuje się obywatelem Polski.Czy Polakiem ? Zawsze ale z tą Polską tzn. Tuskami, Kaczyńskimi,Palikotami nie chcę mieć nic wspólnego.Z Polską urzędasów, cwaniaków, polityków nie mam potrzeby się utozsamiać.